czwartek, 7 listopada 2013

Dorastanie boli.

  Ludzie odchodzą w zastraszającym tempie. Byłam mała, biegałam po działce mojego dziadka, targałam za pióra jego gołębie, zbierałam porzeczki, kąpałam się z bratem w rozłożonym na trawniku basenie. Czuwała nad nami babcia. Pół kilometra dalej znajdowała się działka mojej babci od strony taty. Chodziłam do niej często, urządzałyśmy pikniki na trawniku. Dziadek zawsze kupował kilogramy słodkości mi i mojemu bratu, zresztą oni wszyscy to robili - przecież nic tak nie uszczęśliwia małych dzieci. I te naleśniki z patelni w kształcie serca...
Dorastanie boli. Trzeba stale się żegnać z ludźmi, których się kiedyś kochało. I nagle zdajesz sobie sprawę, że jesteś sam jeden w tym wielkim świecie i nikt nie trzyma Twojej ręki. Ludzie odchodzą, a Ty idziesz dalej.
Utrata dzieciństwa boli. Beztroska - tego nie ma w świecie dojrzałości. Stale trzeba się o coś martwić i jest się podatnym na zranienie.
Jak mam się odnaleźć w tym wszystkim? Pogodzić się z przemijaniem?
Na niektóre rzeczy nie ma antidotum. Życie składa się z chwil. Każda z nich powinna być wyjątkowa, mieć szansę, aby stać się tą jedną z najlepszych. Jeśli w ten sposób przeżyjemy życie, odejdziemy ze spokojnym sumieniem. Chociaż tyle.