niedziela, 3 czerwca 2018

Many happy returns.

Przez kilka lat posty na tym blogu były niewidoczne. Dziś, gdy weszłam na swój profil na facebooku, w "ulubionych cytatach" znalazłam swój własny i choć głowy sobie uciąć nie dam, pochodził stąd. Brzmiał: "Czasem po prostu masz ochotę usiąść na ławce z widokiem na rozpościerające się u krańców klifów morze, którego błękit zlewa się z kolorem nieba na horyzoncie. Zamknąć oczy i poczuć wiatr we włosach, cicho szepczący, że wszystko będzie dobrze, otulający Cię swoim ciepłym powiewem. Chcesz obserwować drzewa, którymi delikatnie kołysze i widzieć ptaki cieszące się wolnością, śpiewające o niej tak pięknie. Zamknąć oczy i poczuć dotyk samego Boga. Tchnienie, które sprawi, że na nowo uwierzysz i odnajdziesz siebie. Nie będziesz potrzebować otulających Cię ramion drugiego człowieka, a jedynie czystości umysłu, powiewu świeżości i motywacji, aby dać szansę temu, czego najbardziej się boisz?". Czytając te słowa, pomyślałam: "Jak mogłaś tak zaniedbać pisanie i język polski?!". Trzy lata na filologii angielskiej zrobiły swoje, myli mi się dosłownie wszystko, nawet interpunkcja polska. Czytam jedynie po angielsku, jeśli już mam na to czas i siłą rzeczy, słownictwo zubożało. Bo przecież na co dzień nikt nie mówi kwiecistym językiem, nie oszukujmy się. Ale nie o tym tutaj. 

Zaryzykowałam. Mocno. Wszystkie posty, które tutaj można zobaczyć, to coś, co pisała zupełnie inna osoba. Osiemnastolatka, trochę zagubiona, niepewna siebie i tego, czego chce od życia. Dziś już wydaje mi się, że jestem coraz bliżej tego, aby w pełni zrozumieć to "coś", czego oczekuję. To, do czego dążę. Powyższy cytat o tym jest, o niepewności, strachem przed działaniem, które zawsze mi towarzyszyło. Moja mama kiedyś powiedziała: "Dlaczego ty nigdy w siebie nie wierzysz?" i zastanawiam się wciąż, dlaczego. Trzeci rok studiów dobiega końca, po wielu kolokwiach i egzaminach wychodziłam z obawą, że źle mi poszło. Nigdy tak nie było. Nie, nie jestem jakoś szczególnie zdolna, nie uważam tak. Ale pracowita. Cholernie i temu nigdy nie zaprzeczę.

Tymczasem, zbliża się termin obrony i czas podejmowania kolejnych decyzji. Magisterka. Gdzie? Czas kolejnych obaw. Czy się uda? 

Jestem zdania, że zawsze warto próbować. Nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie dała czemuś szansy. Żal ściskałby mi serce, że przegapiłam nadarzającą się okazję. To jedna rzeczy, które zawsze w sobie lubiłam - siła do działania. I chęć. Szykują się ogromne zmiany. To ekscytujące i zarazem przerażające. Czas najwyższy poczuć ten powiew świeżości i motywacji i skierować go w dobrym kierunku. 

Na południe lub zachód.