czwartek, 26 czerwca 2014

Childhood memories.

   Zabrzmi to banalnie, ale byłam dziś na placu zabaw. Widziałam karuzele, huśtawki. W pewnym momencie stanęłam i oczyma wyobraźni wróciłam do odległej o setki lat przeszłości, która w rzeczywistości nie jest aż tak daleka. Nigdy nie pojmę tego i nie przestanę się zadziwiać, jak to możliwe, że czas płynie tak szybko, dorastam z tak zastraszającą prędkością, wkraczam na nowe etapy życia, poznaję nowe rzeczy. Nigdy tego do końca nie ogarnę, ale myśl o tym, że wszystko tak szybko przemija spędza mi sen z powiek.
I wszystko do mnie powróciło. Ja, około pięcioletnia, niewinna dziewczynka z kręconymi jasnymi blond kudełkami, z którą dziadek mógł siedzieć na placu zabaw wiele godzin, cierpliwie obserwując jej poczynania z tak niesamowitym zrozumieniem i miłością w oczach. Mógł odłożyć swoje ważne sprawy na bok, gdy ta mała niesforna osóbka nie miała akurat z kim wyjść, spędzając u niego i babci wakacje. A małe dzieci nie znają granic, gdy chodzi o wyobraźnię. Są szczęśliwe nawet, gdy bawią się same. Podrzucają piłkę, budują babki z piasku, biegają w kółko, bawią się w sklep, do którego wstęp mają niewidzialni klienci... Można wyliczać i wyliczać. Teraz mogę sama jedynie wyjść na spacer ze słuchawkami w uszach albo iść pobiegać i to chyba wszystko tak z grubsza, bo raczej nie uszczęśliwi wielu nastolatków samotne granie w nogę albo kosza czy coś w tym rodzaju. Kiedyś o wiele łatwiej było nam cieszyć się z najdrobniejszych rzeczy i nie trwonić ani minuty na bezczynne siedzenie w miejscu i trenowanie wdychania i wydychania powietrza atmosferycznego.
Bardzo tęsknię za tymi czasami. Za ganianiem się z innymi dzieciakami, graniem w chowanego, łażeniem po drzewach i zakładaniem tzw. "baz", wiecznej wojnie płci, uciekaniem przed policją, która wcale nas nie goniła, wielogodzinnym siedzeniem na kocyku i bawieniem się w dom, za lepieniem mebli z piasku, za wiszeniem na trzepaku, za bieganiem po deszczu z najlepszą przyjaciółką pod słońcem, za kąpaniem się w niewielkim basenie na działce mojego dziadka, za opiekowaniem się chorymi gołębiami, za nocowaniem na balkonach w ciepłe, letnie dni. Najbardziej tęsknię za tymi, którzy byli przy mnie, gdy pomalutku dorastałam, a których już nie ma. Za graniem w karty z babcią, za zmuszaniem jej do robienia serwetek na szydełku, za jej oczyma pełnymi wyrozumiałości i miłości, za dobrem, jakie z niej biło i za nieustanną troską, jaką mnie otaczała. Tęsknie za bawieniem się klockami lego z moim bratem, za czytaniem Harry'ego Pottera zaraz po przyjściu ze szkoły, za wierzeniem w świętego Mikołaja, za niepowtarzalną magią, jaką niosły ze sobą święta Bożego Narodzenia. Za urodzinami, na które zjeżdżała się cała rodzina. Za nią też tęsknię, bo kiedyś była liczniejsza i wydawała mi się jakaś taka bliższa niż teraz.
    Jestem wdzięczna Bogu za każdą chwilę mojego dzieciństwa, bo z perspektywy czasu mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że był to przecudowny okres mojego życia, pełen beztroski i pozytywnych uczuć, które z czasem każdy z nas zatraca na rzecz negatywnych i przykrych odczuć. Gdy masz osiemnaście lat trudniej jest odnaleźć szczęście ( choć wcale nie tak trudno, jak mogłoby się wydawać!), a gdy jesteś już po trzydziestce jest to jeszcze cięższe do zrobienia, bo ludzie zbytnio skupiają się na tym, co jest złe. Zapominają o tym, że małe rzeczy też mogą nas cieszyć. O wiele łatwiej jest być szczęśliwym, gdy jest się dzieckiem. I chociaż każdy etap życia jest na swój sposób niepowtarzalny i fascynujący, to wiele oddałabym, aby choć na chwilę wrócić do tamtych lat, albo chociaż żeby już nie dorastać, zatrzymać czas na wieczność. :)