Tylko miłość nadaje życiu sens. Jest największym bogactwem, na jakie możemy zasłużyć. Życie bez miłości jest nic niewarte. Podobnie jak ludzie, którzy nie potrafią kochać.
poniedziałek, 21 września 2015
piątek, 19 czerwca 2015
Losing it was blue
Jest wiele rzeczy, do których możemy się przyzwyczaić, ale utrata bliskiej osoby nigdy nie będzie zaliczać się do tej grupy. Za każdym razem boli tak samo i zawsze zadajemy sobie te same pytania, na które odpowiedzi nikt nie jest nam w stanie dać. Najgorsza jest świadomość, że mieliście tak wiele czasu, aby przy NICH być, a teraz jest już na to za późno. Niewypowiedziane słowa bolą najbardziej i nie dają nam spokoju przez wieczność. Ale czas nie jest wiecznością i wszystko w końcowej fazie popada w zapomnienie. Ludzie, którzy wynaleźli fotografię, umożliwili nam "zatrzymanie" wielu chwil. Być może nie wszystko jest stracone. Może niektóre wspomnienia są nieśmiertelne? Może miłość taka jest?
There are so many things we can get used to but losing people who you were close to will never be easy. It hurts the same way eveytime and we always pose those questions which nobody can answer. The worst part is being aware of the time you had and being unable to bring it back and use it properly. The words you never said will make your mind anxious for life. But life doesn't last forever. Eventually, everything becomes forgotten. The people, who invented photography, not only enabled us to take a picture but also to create a memory, to take a moment. So what if something can be prevented from distruction and forgetting? Maybe some memories are immortal. Maybe love is.
There are so many things we can get used to but losing people who you were close to will never be easy. It hurts the same way eveytime and we always pose those questions which nobody can answer. The worst part is being aware of the time you had and being unable to bring it back and use it properly. The words you never said will make your mind anxious for life. But life doesn't last forever. Eventually, everything becomes forgotten. The people, who invented photography, not only enabled us to take a picture but also to create a memory, to take a moment. So what if something can be prevented from distruction and forgetting? Maybe some memories are immortal. Maybe love is.
czwartek, 4 czerwca 2015
Wake up and live
Nie jestem typem samotnika. Lubię od czasu do czasu pobyć sama ze sobą, pomyśleć, zrobić coś dla siebie, ale na dłuższą metę nie mogłabym żyć w ten introwertyczny sposób. Wydaje mi się, że każdy z nas potrzebuje drugiego człowieka, żeby móc prawidłowo funkcjonować w społeczeństwie. Nie jesteśmy wcale odrębnymi jednostkami. Każdy potrzebuje kogoś, komu może zaufać, z kim może porozmawiać na każdy temat, śmiać się z byle czego, komu może się zwierzyć ze swoich zmartwień. Kogoś, z kim po prostu miło i ciekawie spędza się czas. Z moim wybuchowym temperamentem gdybym była zdana sama na siebie, prawdopodobnie po tygodniu uległabym samounicestwieniu. Nie to, żebym była typem autodestrukcyjnym. Kocham życie i myślę, że każdy powinien je uwielbiać. Cenić małe rzeczy, które składają się na pierwiastek szczęścia, który zbudowany z małych atomów w końcowej fazie fosforyzuje. Trzeba zatrzymać w sobie to światełko na ciemniejsze dni. Z małych rzeczy rodzą się największe sukcesy, przecież wszystko ma gdzieś swój początek. Jaka szkoda, że tak często o tym zapominamy. Pogrążamy się w smutku i poczuciu bezsilności. Narzekamy na życie, zamiast je cenić, a grunt to żyć w symbiozie z losem - dawać od siebie jak najwięcej, a wtedy on nam wszystko wynagrodzi. To taka moja mała filozofia, ale przecież trzeba w coś wierzyć, bo tylko wtedy istnienie samo w sobie nabiera sensu. Nie mogłabym żyć w bezsensie. Zawsze, na każdym etapie pojawia się coś, do czego dążę i nawet sięganie po pragnienia jest niesamowitym doświadczeniem, drogą, która wiele uczy i kształtuje osobowość, charakter. Nie wszystko zależy od nas, ale trzeba pamiętać, że bardzo wiele. Człowiek może zmienić swoje życie w każdej sekundzie. Wystarczy zrobić pierwszy krok, który co prawda jest najtrudniejszy, ale wart zachodu. Po co w kółko narzekać, że jest tak i tak, skoro nic nie robi się, aby było lepiej? Nigdy nie rozumiałam takiego podejścia.
Czas, który nam dano nie przeczeka z nami gorszych dni, nie zatrzyma się tak, jak my się zatrzymujemy. Zegar ciągle wybija nowe godziny, minuty, sekundy. Tak jak woda w rzece, tak i czas nigdy nie stanie w miejscu. Dlatego uważam, że docenianie drobnostek jest bardzo ważne. Ludzie szukają szczęścia, a ono jest w nich samych. Co za ironia, że tyle czasu zajmuje im zrozumienie tak trywialnych prawd.
środa, 15 kwietnia 2015
Pay attention
All I know is I'm not meant to be silent.
Dorosłość to abstrakcja. Co to słowo w ogóle oznacza? Odpowiedzialność? Na każdym etapie naszego życie jesteśmy za coś odpowiedzialni. Za chomika, psa, kota, drugiego człowieka, siebie. Panowanie nad emocjami? Ludzie tego nie potrafią. Według mnie chowanie emocji głęboko w sobie dla niepoznaki to absurd. W niczym nie pomaga. Idzie się od tego udusić. Nie sądzę, aby ktokolwiek z nas miał jakikolwiek wpływ na swoje uczucia. Czasem przydałoby się.
Mistrzowie udawania - ludzie to marionetki, a życie jest sceną. Każdego dnia inna maska, inny spektakl. Światła zgasić, kurtyna, przedstawienie - czas start.
Dziś wychodziłam z siłowni, a przed budynkiem po chodniku latały jakieś dzieciaki. Roześmiane, pełne życia - jak zazwyczaj. W pewnym momencie zauważyłam kobietę, która prawdopodobnie umknęłaby mojej uwadze, gdyby nie następujące słowa: "Uspokój się, bo ci przypieprzę w tą dupę!", wypowiedziane tonem, jakiego ja od własnej mamy nigdy w życiu nie chciałabym usłyszeć. Mam dziewiętnaście lat. Dzieciak miał max sześć.
PORAŻKA! Dokąd zmierza to społeczeństwo? Jak "rodzice" mają zamiar przygotować swoje dzieci do życia, skoro dają im taki przykład? Ponoć dzieci stają się coraz gorsze. Co za hipokryzja! Same się przecież nie wychowują... To dorośli zaniedbują ich rozwój. Dziś daje się do zabawy trzyletniemu dziecku laptopa, byle tylko mieć chwile spokoju.
Świecie, dokąd zmierzasz?
Dorosłość to abstrakcja. Co to słowo w ogóle oznacza? Odpowiedzialność? Na każdym etapie naszego życie jesteśmy za coś odpowiedzialni. Za chomika, psa, kota, drugiego człowieka, siebie. Panowanie nad emocjami? Ludzie tego nie potrafią. Według mnie chowanie emocji głęboko w sobie dla niepoznaki to absurd. W niczym nie pomaga. Idzie się od tego udusić. Nie sądzę, aby ktokolwiek z nas miał jakikolwiek wpływ na swoje uczucia. Czasem przydałoby się.
Mistrzowie udawania - ludzie to marionetki, a życie jest sceną. Każdego dnia inna maska, inny spektakl. Światła zgasić, kurtyna, przedstawienie - czas start.
Dziś wychodziłam z siłowni, a przed budynkiem po chodniku latały jakieś dzieciaki. Roześmiane, pełne życia - jak zazwyczaj. W pewnym momencie zauważyłam kobietę, która prawdopodobnie umknęłaby mojej uwadze, gdyby nie następujące słowa: "Uspokój się, bo ci przypieprzę w tą dupę!", wypowiedziane tonem, jakiego ja od własnej mamy nigdy w życiu nie chciałabym usłyszeć. Mam dziewiętnaście lat. Dzieciak miał max sześć.
PORAŻKA! Dokąd zmierza to społeczeństwo? Jak "rodzice" mają zamiar przygotować swoje dzieci do życia, skoro dają im taki przykład? Ponoć dzieci stają się coraz gorsze. Co za hipokryzja! Same się przecież nie wychowują... To dorośli zaniedbują ich rozwój. Dziś daje się do zabawy trzyletniemu dziecku laptopa, byle tylko mieć chwile spokoju.
Świecie, dokąd zmierzasz?
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Nie mam pomysłu na tytuł
"Temu, kto nie wie do jakiego portu zmierza, nie sprzyja żaden wiatr" - prawda. Prawie cały rok w klasie maturalnej spędziłam na szukaniu drogi, jaką chcę pójść. Zastanawianiu się i dramatyzowaniu, że nie dostanę się na studia, nie wiedząc nawet, co tak naprawdę chcę w życiu robić. Znacznie mi ulżyło odkąd wiem i zmieniłam deklarację maturalną. Stresuję się, ale nie do przesady.
Nie mogę w to uwierzyć. Kiedy te trzy lata minęły? Dopiero przekraczałam próg mojej szkoły, podekscytowana i okropnie ciekawa, a za dwa tygodnie uczęszczanie do niej pozostanie na zawsze już tylko wspomnieniem. Pamiętam tak wiele.. Pierwsze spotkanie klasowe, na którym co prawda była obecna garstka osób. Jak się okazało, to właśnie te osoby stały się mi najbliższe. Mimo nakładu nauki każdego dnia szłam do szkoły z uśmiechem na twarzy dzięki tym ludziom. Nigdy nie zapomnę imprez w garażu, szczerych rozmów typowo psychologicznych, uśmiechów i głupich żartów.
Liceum to był fajny okres w moim życiu. Nie ominęły mnie gorsze chwile, smutek i zawody, ale pewnych rzeczy nie możemy uniknąć, bo takie już jest życie - czasem coś musi się zepsuć, aby uczynić nas silniejszymi osobami, dać lekcję. W większości jednak te trzy lata były zdecydowanie pozytywne. Okres beztroski oficjalnie dobiega końca. Teraz pozostaje wreszcie dorosnąć i iść dalej. Skoro nie można zatrzymać czasu, nic innego nie pozostaje nam do wyboru...
Nie mogę w to uwierzyć. Kiedy te trzy lata minęły? Dopiero przekraczałam próg mojej szkoły, podekscytowana i okropnie ciekawa, a za dwa tygodnie uczęszczanie do niej pozostanie na zawsze już tylko wspomnieniem. Pamiętam tak wiele.. Pierwsze spotkanie klasowe, na którym co prawda była obecna garstka osób. Jak się okazało, to właśnie te osoby stały się mi najbliższe. Mimo nakładu nauki każdego dnia szłam do szkoły z uśmiechem na twarzy dzięki tym ludziom. Nigdy nie zapomnę imprez w garażu, szczerych rozmów typowo psychologicznych, uśmiechów i głupich żartów.
Liceum to był fajny okres w moim życiu. Nie ominęły mnie gorsze chwile, smutek i zawody, ale pewnych rzeczy nie możemy uniknąć, bo takie już jest życie - czasem coś musi się zepsuć, aby uczynić nas silniejszymi osobami, dać lekcję. W większości jednak te trzy lata były zdecydowanie pozytywne. Okres beztroski oficjalnie dobiega końca. Teraz pozostaje wreszcie dorosnąć i iść dalej. Skoro nie można zatrzymać czasu, nic innego nie pozostaje nam do wyboru...
piątek, 16 stycznia 2015
I know now
Wracałam sobie dziś przez park. Aż trudno uwierzyć, że mamy środek zimy. Przez nagie gałęzie drzew przedzierały się promienie słońca, nie wspominając o zadziwiającym braku chłodu. Pogoda wręcz idealna na spacer. Gdyby to ode mnie zależało, powiedziałabym, że mamy jesień. Może ta cała gadanina o ociepleniu klimatu jest czymś więcej, niż tylko "rozdmuchiwaniem" czy tworzeniem jakiegoś problemu na siłę.
Dobrze jest czasem tak odetchnąć i pomyśleć. Nigdy nie wiadomo, co przyjdzie człowiekowi na myśl. Do mnie dziś wróciły wspomnienia. Chyba zbliżający się termin matur i jutrzejsza studniówka skłoniły mnie do pewnych refleksji na tematy banalnie egzystencjalne. Mijałam babcię z wózkiem, w którym siedziało dziecko ( nie zauważyłam, czy to chłopiec czy dziewczynka, jakkolwiek to brzmi). Karmili kaczki. Taka zwykłą czynność, ale jaką radochę sprawiała obojgu. Małe dzieci wydają się być takie szczęśliwe i niewinne. Potrafią cieszyć się ze wszystkiego ( płakać w sumie też :D). Dla nich życie jest o wiele prostsze, bo sobie go nie komplikują. W gruncie rzecz nikt nie rodzi się złym. Od nas zależy, kim się staniemy i w jaki sposób pokierujemy swoim życiem, bo przecież wszyscy kiedyś tacy mali i bezbronni byliśmy.
Też taka byłam. I też karmiłam z babcią kaczki. A teraz jej nie ma obok i wszystko co mam, to te chwile, niczym migawki wspomnień gdzieś w zagłębieniach mojej pamięci. To takie okrutne - czas, który na nikogo nie czeka. Matura, dorosłe życie - przeraża mnie ta wizja, a z drugiej strony skoro nie mogę się cofnąć, to muszę cieszyć się każdą chwilą.
Dopiero szłam do pierwszej klasy liceum. Podekscytowana, z wielkimi ambicjami. Oczywiście nie wszystko się udało. Mimo to nie mogę powiedzieć, ze wspominam liceum źle. Był to ekscytujący okres, w większości czasu spędzony w gronie cudownych osób, które zarażały mnie każdego dnia dawką pozytywnej energii. Myślę, że w drugim semestrze liceum na nowo odżyłam. Wszystko zaczęłam budować od nowa, w tym swój nieco nadszarpnięty charakter i od tego momentu było tylko lepiej, aż dotarłam do punktu, w którym nie wyobrażam sobie, że moje życie mogłoby wyglądać lepiej. Pozostało mi jutro spędzić cudowne chwile, które zostanę ze mną już na zawsze, a potem przyłożyć się i w maju dać z siebie 200%.
Dobrze jest czasem tak odetchnąć i pomyśleć. Nigdy nie wiadomo, co przyjdzie człowiekowi na myśl. Do mnie dziś wróciły wspomnienia. Chyba zbliżający się termin matur i jutrzejsza studniówka skłoniły mnie do pewnych refleksji na tematy banalnie egzystencjalne. Mijałam babcię z wózkiem, w którym siedziało dziecko ( nie zauważyłam, czy to chłopiec czy dziewczynka, jakkolwiek to brzmi). Karmili kaczki. Taka zwykłą czynność, ale jaką radochę sprawiała obojgu. Małe dzieci wydają się być takie szczęśliwe i niewinne. Potrafią cieszyć się ze wszystkiego ( płakać w sumie też :D). Dla nich życie jest o wiele prostsze, bo sobie go nie komplikują. W gruncie rzecz nikt nie rodzi się złym. Od nas zależy, kim się staniemy i w jaki sposób pokierujemy swoim życiem, bo przecież wszyscy kiedyś tacy mali i bezbronni byliśmy.
Też taka byłam. I też karmiłam z babcią kaczki. A teraz jej nie ma obok i wszystko co mam, to te chwile, niczym migawki wspomnień gdzieś w zagłębieniach mojej pamięci. To takie okrutne - czas, który na nikogo nie czeka. Matura, dorosłe życie - przeraża mnie ta wizja, a z drugiej strony skoro nie mogę się cofnąć, to muszę cieszyć się każdą chwilą.
Dopiero szłam do pierwszej klasy liceum. Podekscytowana, z wielkimi ambicjami. Oczywiście nie wszystko się udało. Mimo to nie mogę powiedzieć, ze wspominam liceum źle. Był to ekscytujący okres, w większości czasu spędzony w gronie cudownych osób, które zarażały mnie każdego dnia dawką pozytywnej energii. Myślę, że w drugim semestrze liceum na nowo odżyłam. Wszystko zaczęłam budować od nowa, w tym swój nieco nadszarpnięty charakter i od tego momentu było tylko lepiej, aż dotarłam do punktu, w którym nie wyobrażam sobie, że moje życie mogłoby wyglądać lepiej. Pozostało mi jutro spędzić cudowne chwile, które zostanę ze mną już na zawsze, a potem przyłożyć się i w maju dać z siebie 200%.
środa, 14 stycznia 2015
Decyzje, decyzje, decyzje.
Po długich miesiącach zmagań z obawami o swoją przyszłość i jej niejasne kontury mój umysł nareszcie złapał oddech. To niedorzeczne, jak proste są niektóre rzeczy, a jak ludzie na siłę starają się je skomplikować.
Usiadłam z mamą w kuchni i opowiadam jej o swoich "świetlanych" planach. Mówię, że pójdę na położnictwo, bo chemii zdawać nie mam zamiaru. Otworzę kiedyś szkołę rodzenia i będzie cudownie. Skrytykowała mnie od razu. Powiedziała wprost, że to nie jest kierunek dla mnie i powinnam robić to, co lubię i to, w czym jestem naprawdę, naprawdę dobra. Zirytowałam się. Przecież wiedziała doskonale, ile nerwów kosztowało mnie to wszystko, ten cały bio-chem i nieskończone poszukiwania kierunku, na jaki się udać po ukończeniu liceum. Odparłam coś w ten deseń, że myśli, ze mnie zna, ale wcale tak nie jest. Poszłam do pokoju, usiadłam na łóżku, chwilę podumałam i zrozumiałam, jak bardzo się pomyliłam w swoim oskarżeniu. Okazało się, że zna mnie lepiej niż ja samą siebie. Dla niej to było oczywiste od samego początku.
Po raz kolejny w swoim życiu przekonałam się, że moja mama ZAWSZE ma rację i gdybym tylko za każdym razem jej słuchała, to wszystko byłoby dla mnie łatwiejsze, więc dziś Marta poleciała zmienić swoją deklarację maturalną, wykreślić dwa przedmioty i dodać jeden. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Bez ryzyka nie ma zysku.
Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Tak czy inaczej - zrobię co w mojej mocy, aby dotrzeć do celu. I tym razem nie łamię się. Czuję się pewnie. Po prostu wiem, że wybrałam dobrze.
Usiadłam z mamą w kuchni i opowiadam jej o swoich "świetlanych" planach. Mówię, że pójdę na położnictwo, bo chemii zdawać nie mam zamiaru. Otworzę kiedyś szkołę rodzenia i będzie cudownie. Skrytykowała mnie od razu. Powiedziała wprost, że to nie jest kierunek dla mnie i powinnam robić to, co lubię i to, w czym jestem naprawdę, naprawdę dobra. Zirytowałam się. Przecież wiedziała doskonale, ile nerwów kosztowało mnie to wszystko, ten cały bio-chem i nieskończone poszukiwania kierunku, na jaki się udać po ukończeniu liceum. Odparłam coś w ten deseń, że myśli, ze mnie zna, ale wcale tak nie jest. Poszłam do pokoju, usiadłam na łóżku, chwilę podumałam i zrozumiałam, jak bardzo się pomyliłam w swoim oskarżeniu. Okazało się, że zna mnie lepiej niż ja samą siebie. Dla niej to było oczywiste od samego początku.
Po raz kolejny w swoim życiu przekonałam się, że moja mama ZAWSZE ma rację i gdybym tylko za każdym razem jej słuchała, to wszystko byłoby dla mnie łatwiejsze, więc dziś Marta poleciała zmienić swoją deklarację maturalną, wykreślić dwa przedmioty i dodać jeden. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Bez ryzyka nie ma zysku.
Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Tak czy inaczej - zrobię co w mojej mocy, aby dotrzeć do celu. I tym razem nie łamię się. Czuję się pewnie. Po prostu wiem, że wybrałam dobrze.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)