środa, 14 stycznia 2015

Decyzje, decyzje, decyzje.

  Po długich miesiącach zmagań z obawami o swoją przyszłość i jej niejasne kontury mój umysł nareszcie złapał oddech. To niedorzeczne, jak proste są niektóre rzeczy, a jak ludzie na siłę starają się je skomplikować.
Usiadłam z mamą w kuchni i opowiadam jej o swoich "świetlanych" planach. Mówię, że pójdę na położnictwo, bo chemii zdawać nie mam zamiaru. Otworzę kiedyś szkołę rodzenia i będzie cudownie. Skrytykowała mnie od razu. Powiedziała wprost, że to nie jest kierunek dla mnie i powinnam robić to, co lubię i to, w czym jestem naprawdę, naprawdę dobra. Zirytowałam się. Przecież wiedziała doskonale, ile nerwów kosztowało mnie to wszystko, ten cały bio-chem i nieskończone poszukiwania kierunku, na jaki się udać po ukończeniu liceum. Odparłam coś w ten deseń, że myśli, ze mnie zna, ale wcale tak nie jest. Poszłam do pokoju, usiadłam na łóżku, chwilę podumałam i zrozumiałam, jak bardzo się pomyliłam w swoim oskarżeniu. Okazało się, że zna mnie lepiej niż ja samą siebie. Dla niej to było oczywiste od samego początku.
Po raz kolejny w swoim życiu przekonałam się, że moja mama ZAWSZE ma rację i gdybym tylko za każdym razem jej słuchała, to wszystko byłoby dla mnie łatwiejsze, więc dziś Marta poleciała zmienić swoją deklarację maturalną, wykreślić dwa przedmioty i dodać jeden. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Bez ryzyka nie ma zysku.
Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Tak czy inaczej - zrobię co w mojej mocy, aby dotrzeć do celu. I tym razem nie łamię się. Czuję się pewnie. Po prostu wiem, że wybrałam dobrze.

2 komentarze:

  1. czyli jakie teraz przedmioty będziesz zdawać? i w to celujesz? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozszerzony polski i angielski, na razie nie chce zapeszać, bo dużo pracy przede mną, a czasu niewiele :)

      Usuń